czwartek, 11 sierpnia 2011

6200 m.n.p.m osiągnięte

Po 24-godzinnym oczekiwaniu na zmianę pogody zespół: Anna Cz., Maria i Tomek stworzyli dziś podstawy obozu II - wykopali platformę. Droga wymagająca, ale widoki piękne.
Szkoda, że żadna z wymyślonych przez nas metod wysyłania zdjęć nie działa:(
















wtorek, 9 sierpnia 2011

Walczymy

Zmiana pogody oznacza silne wiatry i obniżenie temperatury odczuwalnej. Zespół: Asia, Basia i Adam wykonał dziś rekonesans do 5600 m., po czym zszedł do Base Campu z powodów zdrowotnych.
W obozie I jest dziś zespół: Ania Cz., Maria i Tomek. Jeśli pogoda pozwoli jutro wyjdą do C2.










poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Pogoda się psuje

Dziś w obozie 1 śpią Maria, Mateusz i Tomek, którzy wynieśli też kolejne depozyty do C2. Pogoda się pogarsza - padał dziś drobny śnieg. Jutro decyzja odnośnie terminu założenia Dwójki.



sobota, 6 sierpnia 2011

5400 m n.p.m

Obóz pierwszy założony. Cała ekipa weszła na jego wysokość - dziś na noc zostali w nim Ania Cz., Basia, Asia i Adam. Pozostali zeszli na noc do bazy i przynajmniej w części wyjdą do C1 znowu jutro.
Póki co największym wrogiem jest słońce, które odbiera siły. Ale mamy info o możliwym załamaniu pogody :(
Trzymajcie kciuki!
















czwartek, 4 sierpnia 2011

Base Camp!

Wreszcie dotarliśmy pod górę. Po ciężkiej nocy (błądzący kierowca nowego busa, betonowa jurta) i 5 godzinach niełatwego marszu przez rozżarzoną pustynię jesteśmy na 4400 m. Choroba wysokościowa i słońce dokuczają kilku osobom, ale na szczęście nikt nie musiał schodzić. Jutro dzień na odsapnięcie.





















środa, 3 sierpnia 2011

Zdjęcia drogi do Kaszgaru

Obiecaliśmy zdjęcia - no to przesyłamy.

Droga do Kaszgaru (niezależnie po której stronie granicy) to pustkowia i żwirowiska na przemian z pięknymi widokami. Przestrzenie szerokie na kilkanaście kilometrów ograniczone górami. I właściwie, poza pewnymi detalami architektonicznymi, ciężko jest znaleźć wyraźne różnice pomiędzy pograniczem kirgiskim i chińskim. No, może taka, ze u Chińczyków jest więcej jurt z betonu (sic!) :)

To zapewne nasz ostatni post umieszczany bezpośrednio z komputera - następne będą sms/mms-owe, wiec nie obrażajcie się, jeśli będą krótkie. Za to postaramy się utrzymać regularność.








Zameldowani w Kaszgarze

Napisaliśmy ostatnio, ze jedziemy nocować w Narnii (Narynie). Plany jednak po raz kolejny uległy zmianie w trakcie i za namową naszego kirgiskiego kierowcy Walery (którego pozdrawiamy, bo nie dość, ze przyjechał po nas w Biszkeku na czas, to na dodatek z wrodzona chyba sobie naturalnością pełnił funkcje spontanicznego przewodnika) w Narynie zjedliśmy tylko obiad z barana (tzn. do wyboru: zupa z barana, szaszłyk z barana albo pierogi z baranem). Nie zostaliśmy tam jednak, tylko pojechaliśmy 2 godziny dalej - do "jurtecznego lagieru", czyli kilku jurt pośród gór. Paradoksalnie okazało się, ze był to jak dotąd nasz najlepszy nocleg (wygodnie, w miarę ciepło i niemal na 3000 m). Jeśli nam się jutro uda, to spróbujemy wstawić kilka fotek.




W ogóle to baran jest ważnym tematem - przez niego część ekipy złapała problemy żołądkowe. Generalnie niezbyt go polecamy - jedzcie lepiej lepioszki :)

Jurty były wczoraj, a dziś po wielu wybojach (przestajemy żałować, ze Chińczycy nie robią A2) dojechaliśmy do gorącego Kaszgaru. Spotkaliśmy się z szefem naszej agencji, który nie chciał zejść z kosztów, ale za to upewnił nas, ze jutro ruszymy już w okolice góry. Podobno może tam być ciasno, bo wybrało się tam sporo ekip. Byle tylko pogoda dopisała :)

Na dziś kończymy, a rano czeka nas tour po chińskich bankach w celu wymiany waluty.